W poprzednim miocie Starlight miała dziesięć szczeniąt. Sprawnie urodziła ósemkę maluszków, dostała na zakończenie oksytocynę, mającą pobudzić macicę do skurczów, na wypadek gdyby został jeszcze jakiś maluszek. Wyglądało na to, że to już koniec porodu. Niestety, po paru godzinach okazało się, że macica nie miała już siły się kurczyć, dwa ostatnie szczenięta przypłaciły ten nadmiernie przedłużony poród życiem...
Pozostał strach, żeby i tym razem się coś złego nie wydarzyło. Z każdym miotem człowiek uczy się, że szczenięta to nie tylko radość i nowe życie, że ten początek nowego życia może przynosić wszelkie problemy... i śmierć. Czekam na te maleństwa, ciesząc się że już niedługo się pojawią, pokazując swoje niepowtarzalne charaktery od pierwszej chwili, nauczą się pełzać szukając ciepła swojej mamy, otworzą oczy, zaczną dokazywać z rodzeństwem, nauczą się przytulać i przybiegać słysząc mój głos. Ale jakaś część mnie żyje w strachu - czy wszystkie przeżyją poród? Czy będą silne? Czy urodzą się zdrowe? Z internetu znamy optymistyczne relacje "urodziło się siedem ślicznych szczeniaczków", w rzeczywistości jednak problemy okołoporodowe są u psów bardzo powszechne, wiele szczeniąt rodzi się martwych albo umiera krótko po porodzie, czy to z powodu wrodzonych wad, czy w wyniku uszkodzeń związanych z samym porodem.
Ponieważ poprzedni miot pokazał, jak przydatna może być wiedza na temat ilości szczeniąt, które mają się urodzić, postanowiłam zrobić Star prześwietlenie. Praktyka ta, bardzo popularna w USA, także w Polsce znajduje coraz więcej zwolenników. Promieniowanie rentgenowskie, szkodliwe na początku ciąży, może już być używane krótko przed porodem bez szkody dla szczeniąt. Na zdjęciu liczy się maleńkie kręgosłupy i czaszki, co przy nielicznych miotach nie nastręcza żadnych trudności, jednak w przypadku miotów licznych, takich jak teraz u Starlight, szczenięta są ciasno poupychane, wyglądają jakby się wręcz kłębiły w brzuchu i dużo trudniej je policzyć, ponieważ ich obraz rentgenowski może się nakładać, kiedy leżą jeden pod drugim.
Star w poczekalni u weterynarza wyraźnie dała do zrozumienia, że woli wracać do domu. ;) Jednak cierpliwie zniosła układanie do zdjęcia. Aparat rentgenowski trzeba było podnieść maksymalnie do góry, tak by wieeelki brzuszek małej Star znalazł się cały w polu jego widzenia. Pstryk i za chwilę podziwiamy wnętrze Star w całej okazałości. Istne kłębowisko! Kłębowisko oglądane w dużym powiększeniu na wielkim ekranie było zdecydowanie lepiej widoczne niż tutaj:
Szczeniąt jest dużo, więc kręgosłupy się nakładają, dlatego liczymy na początek malutkie czaszki. Dziewięć... Liczymy jeszcze dwa razy, nadal dziewiąteczka. Weterynarz dostrzega leżący w poprzek kręgosłup, nie pasujący ułożeniem do żadnej z czaszek. A więc dziesięć?
Wracamy do domu uzbrojone w zapas medykamentów, które przydadzą nam się przy porodzie. Glukoza doda Starlight sił przy rodzeniu tak licznej gromadki. Wapno niezbędne będzie, by nie spadała kurczliwość macicy. Na koniec podamy jeszcze oksytocynę. Pozostaje już tylko czekać (przewidywana data porodu za 3 dni), modlić się o szczęśliwy poród, prosić przyjaciół o trzymanie kciuków.
Cieszę się, że zrobiliśmy RTG. Wiem teraz, że dopóki Star nie urodzi dziesiątki szczeniąt trzeba jej pomagać w rodzeniu i nie spoczywać na laurach, myśląc, że to już koniec. Oczywiście pozostaje zawsze jakiś margines błędu, maluszków może być na przykład jedenaście, ale lepiej wiedzieć coś na 90% niż nie wiedzieć nic.