niedziela, 25 kwietnia 2010

Pierwsza przeprowadzka

   Trochę trwało zwalczenie deprechy...Nie chciało mi się pisać w ogóle. Maluszek ma grób tuż obok Scottiego.


   Star rodziła w dużym plastikowym basenie - patent podpatrzony w USA, bardzo praktyczne rozwiązanie przy porodzie, nienajgorsze także w pierwszych dniach życia szczeniąt. Teraz przeniosłam ją do drewnianej skrzyni, z dnem wyłożonym od spodu grubą warstwą styropianu. Nie sprząta się tak łatwo jak basen, który można szybko umyć (czy nawet odkazić), plusem jednak jest więcej miejsca i boczne listwy zapobiegające przygniataniu szczeniąt. Maluszki jedzą i śpią na zmianę, robią się oczywiście coraz śliczniejsze. :) To już nie te mokre szczurki sprzed trzech dni, ale słodko sobie mruczące przez sen okrąglutkie przytulanki. Siadam sobie z nimi w wolnych chwilach w skrzyni, kiedy są najedzone, biorę po cichutku na ręce, nawet się nie budzą - wtulają się w ciepło i śpią dalej. Mama Star coraz częściej wypada na chwilkę do ogrodu, znalazła nawet czas na szybkie pogłębienie nory przy jodle. Zaczyna pochłaniać potworne ilości karmy i zadziwiające ilości wody, ale wiem, że się dopiero rozpędza w tym temacie. :) Cieszę się, że ma taki dobry apetyt.
   Wykorzystując czas, kiedy Star nie potrzebuje jeszcze żadnej pomocy przy maluszkach, spędzam całe dnie w ogrodzie (w tym roku znów walczę o warzywnik), wpadając tylko od czasu do czasu do domu na szybką kontrolę dobrostanu dzieciarni. Ale jutro postaram się zrobić sesję zdjęciową każdemu maleństwu osobno, za jakiś czas te fotki będą bezcenną pamiątką. Może znajdę chwilę na przeczytanie w końcu instrukcji obsługi nowego aparatu :D a wtedy możecie liczyć na jakiś mały filmik!
.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz