wtorek, 20 kwietnia 2010

Jak na szpilkach!

Dziś ostatnia chyba szansa na spokojny wyjazd do Poznania. Po paru godzinach telefon - Star podejrzanie sapie, być może to JUŻ. Szybko kończę załatwiać sprawy i gnam do domu. Na miejscu wita mnie zrelaksowana, uśmiechnięta Starlight, o sapaniu już zapomniała, więc tym razem to był fałszywy alarm. Zresztą rodzić powinna dopiero jutro-pojutrze, więc nie ma się dokąd spieszyć. Choć z drugiej strony mam nadzieję, że nie pobije rekordu swojej mamy, która postanowiła już naprawdę absolutnie się nigdzie nie spieszyć i urodziła w 70-tym dniu, dokładnie tydzień po przewidywanym terminie. Co ja przeżyłam przez ten tydzień!
Pozostaje cierpliwie czekać. :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz