niedziela, 16 maja 2010

Czas leci w tempie wręcz nieprawdopodobnym i tylko po zdjęciach widzę, jak bardzo te maleństwa rosną. Poruszają się coraz sprawniej, Elendil potrafi juz nawet biegać! :)  Udało mi się w końcu założyć osobną stronę dla każdego szczeniaka, możecie je odwiedzić tutaj - miot E jest na samym dole strony, klikając na imiona przechodzi się do indywidualnych fotogalerii.
Najbardziej energetyczny z całego miotu jest Elendil, jest bardzo ruchliwy, szybko się przemieszcza i wszędzie go pełno - prawdziwy eksplorator. Nie tak szybcy, ale równie przebojowi są jaśni bliźniacy Earendil i Elessar, wspólnie rządzą w szczeniakowym stadzie. Eowyn jest od nich sporo mniejsza, ale chyba jako jedyna potrafi stawić stanowczy (i głośny!) opór ich zjednoczonej sile - to mały diabełek w owczej skórze! Z pozoru malutka subtelna dziewczynka, ale ryczy niczym lew kiedy chłopacy ją w zabawie napadają.
Elanor jest chyba najspokojniejszy ze wszystkich chłopaków, niezachwianym spokojem ducha dorównuje mu może tylko Eomer - spokojny, pewny swojej siły niedźwiadek, który się z nikim nie awanturuje, bo i po co? I tak jest najsilniejszy i zawsze bierze to, na co ma ochotę. Przy jedzeniu idzie do Starlight czy do miski przez kłębowisko szczeniąt niczym lodołamacz. Pamiętam pierwszy posiłek, jaki im podałam - przygotowałam kaszkę dla ośmiu szczeniaków, trzy zjadły sobie po troszeczku karmione łyżeczką, czwarty z kolei był Eomer, który spokojnie włożył głowę do miski i bez żadnej pomocy z mojej strony opróżnił ją niespiesznie do czysta! Oj, przypomina mi bardzo małą Handrę, która jadała w podobny sposób i znano ją pod domowym imieniem Smoczyca. :)

Zapraszam do oglądania fotek na stronie, a tutaj kilka na dobry początek:

Elendil - 1 chłopak / boy


Elanor - 2 chłopak / boy


Eldarion - 3 chłopak / boy


Eowyn - 4 dziewczynka / girl


Eomer - 5 chłopak / boy


Elohir - 6 chłopak / boy


Elessar - 7 chłopak / boy


Earendil - 8 chłopak / boy



czwartek, 6 maja 2010

Widzę cały świat!

   Otwarcie oczu to przełomowy moment psiego życia. Maluszki interesują się teraz wszystkim dookoła i choć nadal mnóstwo czasu spędzają jedząc (z wielkim apetytem!) i śpiąc, zaczęły zauważać siebie nawzajem. Niepewnie stają na łapkach, uda im się czasem zrobić dwa kroki zanim ciężki tyłek (ach to mamine mleko!) zniweczy wysiłki. 
   Wcześniej dotykając się nawzajem mordkami robiły to w jednym tylko celu - szukając (temat powraca) źródła mleka. Teraz świat zaczyna im się bardziej różnicować, mama jest już rozpoznawana z większej odległości, a rodzeństwo to pierwszy badany z zainteresowaniem obiekt. Nie wiedzą jeszcze, że brat czy siostra służą do wbijania szpilkowatych ząbków i niemiłosiernego ciągnięcia przy wtórze żałosnych pisków, ale cierpliwości! Wkrótce i ta sztuka zostanie opanowana. :) Na razie mają miejsce baaardzo nieudolne próby łapania się nawzajem za głowę czy nogę.
   Przy okazji wyciągnięcia ze skrzyni na czas wymiany posłania zdarzają się krótkie wycieczki, rekordzista był dziś wyciągany spod łóżka, co pokazuje, że nawet nieporadnie się ślizgając i czołgając po podłodze można w życiu zajść całkiem daleko. Liczy się wytrwałość, nie umiejętności.
   Niech już się skończą te paskudne deszcze i wichury, a młodzież będzie mogła niedługo wyruszyć na podbój ogrodu.





.

poniedziałek, 3 maja 2010

Więksi chłopcy przekroczyli już 1.5kg, dziewczynka jest najmniejsza z miotu. Nadal trudno o ekscytujące newsy ;) - towarzystwo zajmuje się głównie jedzeniem i spaniem...

1 chłopiec / boy



2 chłopiec / boy
3 chłopiec / boy



4 dziewczynka / girl



5 chłopiec / boy



6 chłopiec / boy



7 chłopiec / boy



8 chłopiec / boy


.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Foteczki

Brak fotek wczorajszy zrzucę na Kafkę i Strachy Na Lachy ("Jestem chory na wszystko"), zabójczy mix.
Na początek troszkę nudnych zdjęć :D czyli...

Jemy...



Śpimy...



Jemy...



Śpimy...



Śpimy...



Jemy...



Starlight wykorzystuje każdą okazję, by masować jęzorem brzuszki.

.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Pierwsza przeprowadzka

   Trochę trwało zwalczenie deprechy...Nie chciało mi się pisać w ogóle. Maluszek ma grób tuż obok Scottiego.


   Star rodziła w dużym plastikowym basenie - patent podpatrzony w USA, bardzo praktyczne rozwiązanie przy porodzie, nienajgorsze także w pierwszych dniach życia szczeniąt. Teraz przeniosłam ją do drewnianej skrzyni, z dnem wyłożonym od spodu grubą warstwą styropianu. Nie sprząta się tak łatwo jak basen, który można szybko umyć (czy nawet odkazić), plusem jednak jest więcej miejsca i boczne listwy zapobiegające przygniataniu szczeniąt. Maluszki jedzą i śpią na zmianę, robią się oczywiście coraz śliczniejsze. :) To już nie te mokre szczurki sprzed trzech dni, ale słodko sobie mruczące przez sen okrąglutkie przytulanki. Siadam sobie z nimi w wolnych chwilach w skrzyni, kiedy są najedzone, biorę po cichutku na ręce, nawet się nie budzą - wtulają się w ciepło i śpią dalej. Mama Star coraz częściej wypada na chwilkę do ogrodu, znalazła nawet czas na szybkie pogłębienie nory przy jodle. Zaczyna pochłaniać potworne ilości karmy i zadziwiające ilości wody, ale wiem, że się dopiero rozpędza w tym temacie. :) Cieszę się, że ma taki dobry apetyt.
   Wykorzystując czas, kiedy Star nie potrzebuje jeszcze żadnej pomocy przy maluszkach, spędzam całe dnie w ogrodzie (w tym roku znów walczę o warzywnik), wpadając tylko od czasu do czasu do domu na szybką kontrolę dobrostanu dzieciarni. Ale jutro postaram się zrobić sesję zdjęciową każdemu maleństwu osobno, za jakiś czas te fotki będą bezcenną pamiątką. Może znajdę chwilę na przeczytanie w końcu instrukcji obsługi nowego aparatu :D a wtedy możecie liczyć na jakiś mały filmik!
.

piątek, 23 kwietnia 2010

Pierwszy dzień

   Ciężka noc już za nami - chciałam napisać. Ale nie ma co narzekać, przecież nie była taka ciężka, mogło być o wiele gorzej, i łez mogło też być więcej. Star ładnie sobie poradziła, wprawdzie poród trwał dość długo, ale przebiegł sprawnie. Maleństwa są zdrowe, śpią sobie teraz odzywając się czasem przez sen, budzą się na chwileczkę, żeby się najeść, i zaraz znów pomrukują śpiąc. Tak wiele potencjalnych nieszczęść ominęło nas tej nocy.
   Ostatni, martwy piesio urodził się wiotki i z języczkiem wystawionym na zewnątrz, co by wskazywało na czas śmierci 2-3 godziny wcześniej, więc najprawdopodobniej kiedy rodził się ósmy piesek dziewiąte łożysko też się odkleiło, lecz maluszek pozostał w suce jeszcze 2 godziny zanim go wyparła - a to już zdecydowanie za długo by mógł przeżyć...  Nie udało się oszukać losu glukozą i wapnem...
   Stresowałam się jeszcze długo w nocy, czy na pewno wszystkie maluszki już się urodziły - dziewięć czaszek na zdjęciu rentgenowskim wskazywałoby, że to już koniec porodu, ale pozostawał jeszcze ten wątpliwy kręgosłupik. Wygląda na to, że liczenie główek okazało się najbardziej miarodajne.

   Chciałabym Wam podziękować za to, że byliście z nami tej nocy.

czwartek, 22 kwietnia 2010

9

Ta historia nie chce mieć happy endu. Piesek urodził się martwy.

8

Mam ogłosić konkurs? Kto zgadnie?...
Ale nie, to by było za łatwe. :)
Znowu chłopak! 590g i tym razem bez pełnej maski, tylko cienie pod oczkami.

Who will guess? It would be too easy. :)
Boy again! 590g and this time without full mask, just goggles.

7

Kto zgadnie co tym razem?... Chłopak!
Odbiera wagową palmę pierwszeństwa bratu - 660g.
Ufff, bliżej końca jesteśmy niż początku, oby się Gwiazda pospieszyła, zanim ja tutaj osiwieję. Tym razem też fergussonowanie, to chyba faktycznie pomaga. Umaszczenie wszystkie maleństwa mają bardzo podobne, ciężko je odróżnić. Wszystkie pełna maska, wypisz wymaluj małe Rastamanki. :D

And especially for Joan :)
Another boy! Biggest at this moment, 660g. All are so similar, with full mask, just a pack of little Rastamans. :D


6

W ramach niespodzianki... znów chłopak!
Kciuki jak najbardziej wskazane, na razie nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. Ale trzymajcie kciuki żeby się jeszcze jakieś dziewuszki pojawiły! Numer sześć, ponaglony na ten świat poprzez kilkusekundowy masaż mający pobudzić odruch Fergussona, waży 580g.

Jako że moc sprawcza bloga została dowiedziona... Star, bądź grzeczną sunią, imię najdzielniejszej Eowyn z Rohanu nie może się zmarnować. :)


5

Tym razem dla odmiany... chłopak. :D  
Największy w tym towarzystwie gentleman waży 650g i wyróżnia się strzałeczką na czole.
Jaki krzyk się podniósł kiedy Star odsunęła się by go urodzić! Towarzystwo jest zdecydowanie asertywne i potrafi od pierwszych godzin życia głośno obwieszczać swoje potrzeby.


4

No i proszę, jaka grzeczna suka - minutę po mojej prośbie (na piśmie! i to się chyba liczy) urodziła śliczną córeczkę. :D
Dziewczyneczka waży 490g.

2 i 3

Nie można powiedzieć, żeby poród odbywał się w pośpiechu. ;)
Chyba będzie wojna, bo się same chłopaki rodzą! Drugi synek ważył tuż po narodzinach 490g, trzeci 580g. Dostąpiłam zaszczytu rozerwania błon na synku numer 3, ponieważ dzielna mama była tak zaaferowana poprzednikiem, że robiła wrażenie, jakby w ogóle nie zauważyła narodzin następnego chłopaczka.
Dziewczynkę poproszę, bo mam ładne imię dziewczynkowe. Starlight, czy ty mnie słuchasz w ogóle? EVENSTAR, symbol dobroci i piękna Arwen Undomiel, czyli Gwiazdy Wieczornej.




1

Mamy pierwszego chłopaka. :)
Śliczności!
Waży 587g, kolorystycznie chyba będzie pośredni między mamą a tatą.

Star rozerwała otaczającą go błonę, zjadła łożysko, wylizała synka wzdłuż i wszerz, a teraz dzielnie dyszy w intencji następnego maleństwa.







ZACZĘŁO SIE!!!

To już! :) Star rwie posłanie, dyszy, ułożyła się już w skrzyni. Pracowite godziny przed nami.

środa, 21 kwietnia 2010

Fergusowa ósemka :)

My ćwiczymy cierpliwość (tudzież kradzieże makaronu i kopanie awaryjnych nor w ogrodzie) tymczasem w hodowli Kaniowskie Klimaty przyszła dziś rano na świat ósemka dzieci Astrei i Fergusa. Na zrobionym w połowie ciąży USG weterynarz doliczył się piątki. Astrea urodziła to liczne stadko bardzo szybko i bardzo sprawnie, maluszki są zdrowe i poznają właśnie rozkosze objadania się maminym mlekiem. Zazdrościmy. :)  Ależ się dłużą te ostatnie dni przed porodem...
Zdjęcia Fergusowych dzieci zamieszczę wkrótce tu na blogu i na sausimayok.com.



wtorek, 20 kwietnia 2010

Jak na szpilkach!

Dziś ostatnia chyba szansa na spokojny wyjazd do Poznania. Po paru godzinach telefon - Star podejrzanie sapie, być może to JUŻ. Szybko kończę załatwiać sprawy i gnam do domu. Na miejscu wita mnie zrelaksowana, uśmiechnięta Starlight, o sapaniu już zapomniała, więc tym razem to był fałszywy alarm. Zresztą rodzić powinna dopiero jutro-pojutrze, więc nie ma się dokąd spieszyć. Choć z drugiej strony mam nadzieję, że nie pobije rekordu swojej mamy, która postanowiła już naprawdę absolutnie się nigdzie nie spieszyć i urodziła w 70-tym dniu, dokładnie tydzień po przewidywanym terminie. Co ja przeżyłam przez ten tydzień!
Pozostaje cierpliwie czekać. :)


poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Policzyć niepoliczalne...

   W poprzednim miocie Starlight miała dziesięć szczeniąt. Sprawnie urodziła ósemkę maluszków, dostała na zakończenie oksytocynę, mającą pobudzić macicę do skurczów, na wypadek gdyby został jeszcze jakiś maluszek. Wyglądało na to, że to już koniec porodu. Niestety, po paru godzinach okazało się, że macica nie miała już siły się kurczyć, dwa ostatnie szczenięta przypłaciły ten nadmiernie przedłużony poród życiem...
   Pozostał strach, żeby i tym razem się coś złego nie wydarzyło. Z każdym miotem człowiek uczy się, że szczenięta to nie tylko radość i nowe życie, że ten początek nowego życia może przynosić wszelkie problemy... i śmierć. Czekam na te maleństwa, ciesząc się że już niedługo się pojawią, pokazując swoje niepowtarzalne charaktery od pierwszej chwili, nauczą się pełzać szukając ciepła swojej mamy, otworzą oczy, zaczną dokazywać z rodzeństwem, nauczą się przytulać i przybiegać słysząc mój głos. Ale jakaś część mnie żyje w strachu - czy wszystkie przeżyją poród? Czy będą silne? Czy urodzą się zdrowe? Z internetu znamy optymistyczne relacje "urodziło się siedem ślicznych szczeniaczków", w rzeczywistości jednak problemy okołoporodowe są u psów bardzo powszechne, wiele szczeniąt rodzi się martwych albo umiera krótko po porodzie, czy to z powodu wrodzonych wad, czy w wyniku uszkodzeń związanych z samym porodem.

   Ponieważ poprzedni miot pokazał, jak przydatna może być wiedza na temat ilości szczeniąt, które mają się urodzić, postanowiłam zrobić Star prześwietlenie. Praktyka ta, bardzo popularna w USA, także w Polsce znajduje coraz więcej zwolenników. Promieniowanie rentgenowskie, szkodliwe na początku ciąży, może już być używane krótko przed porodem bez szkody dla szczeniąt. Na zdjęciu liczy się maleńkie kręgosłupy i czaszki, co przy nielicznych miotach nie nastręcza żadnych trudności, jednak w przypadku miotów licznych, takich jak teraz u Starlight, szczenięta są ciasno poupychane, wyglądają jakby się wręcz kłębiły w brzuchu i dużo trudniej je policzyć, ponieważ ich obraz rentgenowski może się nakładać, kiedy leżą jeden pod drugim.
   Star w poczekalni u weterynarza wyraźnie dała do zrozumienia, że woli wracać do domu. ;) Jednak cierpliwie zniosła układanie do zdjęcia. Aparat rentgenowski trzeba było podnieść maksymalnie do góry, tak by wieeelki brzuszek małej Star znalazł się cały w polu jego widzenia. Pstryk i za chwilę podziwiamy wnętrze Star w całej okazałości. Istne kłębowisko! Kłębowisko oglądane w dużym powiększeniu na wielkim ekranie było zdecydowanie lepiej widoczne niż tutaj:




   Szczeniąt jest dużo, więc kręgosłupy się nakładają, dlatego liczymy na początek malutkie czaszki. Dziewięć... Liczymy jeszcze dwa razy, nadal dziewiąteczka. Weterynarz dostrzega leżący w poprzek kręgosłup, nie pasujący ułożeniem do żadnej z czaszek. A więc dziesięć?
   Wracamy do domu uzbrojone w zapas medykamentów, które przydadzą nam się przy porodzie. Glukoza doda Starlight sił przy rodzeniu tak licznej gromadki. Wapno niezbędne będzie, by nie spadała kurczliwość macicy. Na koniec podamy jeszcze oksytocynę. Pozostaje już tylko czekać (przewidywana data porodu za 3 dni), modlić się o szczęśliwy poród, prosić przyjaciół o trzymanie kciuków.
   Cieszę się, że zrobiliśmy RTG. Wiem teraz, że dopóki Star nie urodzi dziesiątki szczeniąt trzeba jej pomagać w rodzeniu i nie spoczywać na laurach, myśląc, że to już koniec. Oczywiście pozostaje zawsze jakiś margines błędu, maluszków może być na przykład jedenaście, ale lepiej wiedzieć coś na 90% niż nie wiedzieć nic.

sobota, 17 kwietnia 2010

5 dni do DNIA ZERO :)

   Nieśmiało rusza pierwszy Sausimayokowy blog. Dzięki niemu będziecie mieli możliwość śledzenia na bieżąco wszystkich wydarzeń związanych z mającym przyjść na świat za 5 dni miotem "E".
   Starlight wygląda jak baryłka i zastanawiamy się wszyscy, ileż to maleństw się w niej ukrywa. :)  Nawet już jej się nie chce kopać nor z Nikitą, kiedy wychodzi do ogrodu - zrobi parę kroków, posapie sobie, powyleguje się na słoneczku.




   Gwiazda odmawia dziś jedzenia... Z małym wyjątkiem - nie je nic oprócz PIZZY. Nawet ukochane jabłka, jak się okazało, wynosi z kuchni i ukrywa gdzie popadnie. Czyżby ciążowe zachcianki tudzież robienie niezbędnych zapasów? Trzeba być przygotowanym na wszystko, jak już przestane ją kochać i żywić będzie jak znalazł. Wiedziała nawet, że jabłka się dobrze przechowują, a pizza bynajmniej!